czwartek, 1 listopada 2012

Wykałaczki w dłoń!

Pamiętacie gdy wam pisałam o moim wypadzie do Gyumri? Wybory, pierwsza wyprawa poza Erywań, zwiedzanie i te sprawy. :) Byłam wtedy jeszcze taka zagubiona i niedoinformowana. W sumie, to pamiętam, że nie wiele się nami interesowano, nikt nie miał zamiaru pilnować nieznających armeńskiego wolontariuszy, bo po co? Przecież mają oczy, sami widzą, gdzie idzie grupa, więc chyba mogą za nią podążać? No mogą, ale nie zawsze się to udaje. Np. raz skoczyłam do hotelowego pokoju po sweter, bo pogoda okazała się być inna niż myślałam, wracam na dół do recepcji, a tam już nikogo nie ma! I rób co chcesz! Przez pierwsze pół godziny czekałam grzecznie w nadziei, że ktoś się po mnie wróci, jednak na próżno. W związku z tym, że nie wiedziałam, gdzie mogli pójść i że nie chciałam się narazić szefowej chodząc samopas, postanowiłam wrócić się do pokoju i poczytać przewodnik. Moja szefowa przyszła do mnie dopiero po 4 godzinach, więc nawet obiad mi uciekł… 



No ale nie  o smutnych wspomnieniach miałam pisać.^^ 
Moja „historia na dzisiaj” dzieje się właśnie następnego dnia po sytuacji ze swetrem, gdy pod koniec upilnowanego już przeze mnie obiadu musiałam wyjść do toalety. Restauracyjny stół opuszczałam w towarzystwie rozmów, śmiechów, chichów, mlaskania, szurania itp. Generalnie hałas był potężny (jak to zawsze, gdy się młodzież spotka przy stole). Jednak już po kilku minutach mojej nieobecności, gdy wracałam do restauracji dość długim korytarzem uderzyła mnie głucha cisza – jeszcze nie doszłam do  restauracyjnych drzwi a już byłam pewna, ze znowu sobie poszli, a mnie tym razem ominie kolacja! Dopadła mnie czarna rozpacz, serio. Przyspieszyłam kroku i z impetem wpadłam do sali, ku zdziwieniu wszystkich, którzy… spokojnie dłubali sobie właśnie w zębach! Praktycznie każda jedna osoba na sali ( oprócz równie ogłupiałego Martina) dzielnie dzierżyła w dłoni wykałaczkę i manewrowała nią w ustach. Bez skrępowania, bez chowania się pod stołem… Zabijcie mnie, jeśli w Polsce też się tak robi, ale ja się z tym nigdy nie spotkałam, żeby tak wszyscy zaangażowali się w usuwanie resztek jedzenia z jamy gębowej. ^^ U nas to się to robi zazwyczaj dyskretnie, często przykrywając usta drugą ręką, a tu – każdy szczerzy do siebie zęby, jakby to jakiś plebiscyt na najlepsze uzębienie był. 

Od tamtego wydarzenia minęło już sporo czasu i zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że wykałaczki są tu zawsze pod ręką, czy to w dobrej restauracji, czy w budce z fast-food’em, zawsze czekają na swoją kolej, a ludzie chętnie ich używają. Czasami mam wrażenie, ze robią to już odruchowo, bo to chyba nie możliwe, żeby za każdym razem coś im utykało. No chyba, że to cecha charakterystyczna tego narodu- Murzyni mają szerokie nosy i ponętne usta, Azjaci skośne oczy, a Ormianie… większe przerwy między zębami. :)

3 komentarze:

  1. Hahahaha, D., "jama gębowa". Zrównałaś właśnie Ormian z jakimiś gąbkami na dnie morskich głębin. ;)

    A tak swoją drogą - hahahaha, nie ma to jak dobry nawyk. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, słusznie! Głupio to brzmi. A wcale nie miałam takiego zamiaru! Lepiej "jama ustna" ? :D

      Usuń

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...