Bardzo mi miło, że pomimo iż jestem dopiero blogową świeżynką, zostałam doceniona przez magnolia0joaska i dostałam wyróżnienie liebster blog. ;))
piątek, 9 listopada 2012
czwartek, 8 listopada 2012
Wielka Matka patrzy...
Przedstawienie Gora, starszego syna mojej host rodziny
odbywało się w Parku Zwycięstwa (Haghtanak Park) , w pobliżu którego znajduje
się Mayr Hayastan – Matka Armenii. Pomnik ten góruję nad Erywaniem i
symbolizuje ochronę przed Turcją. W tym momencie nie pozostaje mi nic innego
jak wspomnieć o tym, czego starałam się cały czas unikać. Spojrzałam jednak
prawdzie w oczy i zrozumiałam, że nie da się opowiadać o Armenii nie
wspominając o Rzezi Ormian, mającej miejsce w latach 1915-1917 na terenie
Imperium Osmańskiego. Zginęło wówczas około 1,5mln ludzi. To wydarzenie wciąż
tkwi w pamięci Ormian i pojawia się niemalże w każdej rozmowie z nowo poznanym mieszkańcem
Armenii. Także jeśli nie teraz, to i tak w pięćdziesiątej drugiej, czy
osiemdziesiątej trzeciej notce na tym blogu musiałabym do tego nawiązać. Nie
będę się jednak bawić w kopiarkę i zamiast przepisywać tu fakty, które są dla
mnie strasznie nieprzyjemne, odsyłam was na wikipedię.
środa, 7 listopada 2012
Witam cię jesień! Miło, że wpadłaś!
Do Armenii przyleciałam 3 września… Czyli zaraz po tym, jak w
Polsce skończył się sierpień – ostatni z dwóch wakacyjnych miesięcy… które
spędziłam na wyczekiwaniu słonecznych dni i marzeniu o kąpielach w naszych
mazurskich jeziorach… Jak nietrudno się domyślić tu czekało na mnie słońce
łatwo więc straciłam orientacje w czasie i przeżywałam upragnione lato. Kąpiel w Jeziorze Sevan, wejście na Aragats, po którym z twarzy schodziła mi skóra – to niektóre z szaleństw, które
możliwe były dzięki wspaniałej pogodzie, rzadko ostatnio widywanej w mojej
północnej części Polski. Co więcej, gdy wyjeżdżałam z domu, żegnały mnie
ogórki, jeszcze niezbyt smaczne jabłka, ostatnie śliwki, a pomidorów w tym roku
prawie wcale w naszym ogrodzie nie było… tu natomiast raj! Owoców „skolka
udobna”, warzyw jeszcze więcej – atmosfera lata mnie nie opuszczała. Aż tu
nagle pewnego dnia Armine pyta się mnie, czy mogę z nią pojechać na
przedstawienie Gora, bo potrzebują kogoś do robienia zdjęć...
poniedziałek, 5 listopada 2012
Staruszek świętował.
Określenie „stary”
w Armenii ma nieco inne znaczenie niż w Polsce. Gdy raz podczas
opowiadania o sobie wspomniałam, że w mojej miejscowości znajduje się stary
kościół, zostałam obdarzona zdziwionym spojrzeniem i usłyszałam pytanie,
zmuszające mnie do podania wieku tej budowli. „XV wiek” pochwaliłam się.
„Przed naszą erą?”- znowu zdziwienie rozmówcy… „Nie, skądże?! Naszej ery!” „To
jaki on stary? Stare to są ruiny Zvartnots,
bo mają ponad 1300 lat, a nie coś co jest z XIV wieku”.
Nieprzyjemna to była rozmowa,
bynajmniej z mojego punktu widzenia, ale od tamtej pory już przywykłam, że dla
Ormian stare to jest coś, co ma więcej niż X wieków. Nie przeszkodziło mi to jednak zmieszać się, gdy chodziło o wiek Erywania...
piątek, 2 listopada 2012
Wolontariackie działania. :)
Hej! Dzisiejszą planową notkę zepchnęłam na inny dzień,
bo muszę wam zdać relację z ostatniej chwili! No może nie takiej znów
ostatniej, bo sprzed kilkunastu godzin. ;)
Wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie klubiku języka
angielskiego, który ja mam zaszczyt prowadzić.;) Wymyśliłam sobie, że będziemy
się uczyć z dziećmi nowych słówek poprzez zabawę i przygotowałam już mnóstwo
scenariuszy lekcji. Wszystkie przepełnione ruchem i kombinowaniem, tak jak
dzieci lubią najbardziej. Na pierwszych zajęciach mieliśmy omówić kwestię witania się. Przygotowałam coś
w rodzajów puzzli – obrazek z sytuacją i kartka z napisanym przywitaniem, lub
pożegnaniem. Wycinanie, dopasowywanie zajęło mi trochę czasu, ale robiłam to z
uśmiechem od ucha do ucha. Uśmiech znikł z mej twarzy dopiero wczoraj, w momencie, gdy sobie uświadomiłam, że dzieci
mogą jeszcze nie znać alfabetu łacińskiego!!! To odkrycie zmieniło wszystko. Bo
przecież jeśli nie przeczytają literek, nie będę w stanie dopasować puzzli i
zapisywać słów w zeszycie…. Spanikowałam.
czwartek, 1 listopada 2012
1 listopada...
A w Armenii dzień jak co dzień. Żadnej chwili zadumy, refleksji... Nie spotkam się dzisiaj z rodziną, nie tylko tą bliską, ale i dalszą... Nie będę spacerowała nocą oświetlonymi alejkami w jesiennym deszczu. Właśnie omija mnie święto, na które zawsze tak bardzo czekam. Denerwuje mnie dzisiaj słoneczna pogoda i wciąż trwająca atmosfera lata. Przecież to już listopad...
W Armenii nie obchodzi się Święta Zmarłych. Mają jeden szczególny dzień, w którym odwiedza się groby, ale nie jest to tak ważne święto jak u nas... Może to i dziwne, że tęsknotę za krajem poczułam właśnie w takim momencie, ale ja naprawdę lubię ten dzień w roku.
PS W poprzedniej notce pisałam o pewnym Ormiańskim zwyczaju. Chciałabym zaznaczyć, że powinno się już pojawiać coraz więcej notek w tematyce " nie spotykane w Polsce". Bo już drugi miesiąc wolontariatu za mną i coraz lepiej już znam się na ich sposobie bycia.
Miłego wolnego dnia! :)
W Armenii nie obchodzi się Święta Zmarłych. Mają jeden szczególny dzień, w którym odwiedza się groby, ale nie jest to tak ważne święto jak u nas... Może to i dziwne, że tęsknotę za krajem poczułam właśnie w takim momencie, ale ja naprawdę lubię ten dzień w roku.
PS W poprzedniej notce pisałam o pewnym Ormiańskim zwyczaju. Chciałabym zaznaczyć, że powinno się już pojawiać coraz więcej notek w tematyce " nie spotykane w Polsce". Bo już drugi miesiąc wolontariatu za mną i coraz lepiej już znam się na ich sposobie bycia.
Miłego wolnego dnia! :)
Wykałaczki w dłoń!
Pamiętacie
gdy wam pisałam o moim wypadzie do Gyumri? Wybory, pierwsza wyprawa poza Erywań, zwiedzanie i te sprawy. :) Byłam
wtedy jeszcze taka zagubiona i niedoinformowana. W sumie, to pamiętam, że nie
wiele się nami interesowano, nikt nie miał zamiaru pilnować nieznających
armeńskiego wolontariuszy, bo po co? Przecież mają oczy, sami widzą, gdzie
idzie grupa, więc chyba mogą za nią podążać? No mogą, ale nie zawsze się to
udaje. Np. raz skoczyłam do hotelowego pokoju po sweter, bo pogoda okazała się
być inna niż myślałam, wracam na dół do recepcji, a tam już nikogo nie ma! I
rób co chcesz! Przez pierwsze pół godziny czekałam grzecznie w nadziei, że ktoś
się po mnie wróci, jednak na próżno. W związku z tym, że nie wiedziałam, gdzie
mogli pójść i że nie chciałam się narazić szefowej chodząc samopas,
postanowiłam wrócić się do pokoju i poczytać przewodnik. Moja szefowa przyszła
do mnie dopiero po 4 godzinach, więc nawet obiad mi uciekł…
Subskrybuj:
Posty (Atom)
