Doskonale pamiętam jak uczyłam się jeździć rowerem „na
dwóch kółkach”. Miałam na oko ze 4lata i pierwsze próby podejmowałam na
rowerze, który mój starszy brat Daniel sam złożył ze starych części specjalnie
dla mnie na tą okazję. Nie urodziłam się od razu rowerzystą, dlatego też jedna
z moich pierwszych samodzielnych jazd dłuższych niż 1 minuta, zakończyła się
kąpielą w kałuży, bo okazało się, że pod taflą wody ukryta była dziura w
asfalcie. Był płacz, ale też śmiech i ochota na więcej rowerowych przygód.
Niedługo po tym śmigałam już razem z dzieciakami dookoła osiedla. A później
były już wyprawy poza miejscowość, sporadycznie jakieś rajdy, raz nawet
„wyścig” Polska – Rosja, który zapamiętam do końca życia, bo zderzyłam się z rosyjskim
radiowozem. ;)
sobota, 17 listopada 2012
piątek, 16 listopada 2012
Przedstawieniowo po raz drugi!
Poprzednie przedstawienie dzieci z mojej organizacji zrobiło furorę. Urywki pokazywano w telewizji, można było o nim przeczytać w
gazetach. Wszystko dlatego, że udział w nim brały niepełnosprawne dzieci – w
Armenii to coś nowego. Szybko pojawiła się okazja by zrobić drugie
przedstawienie – również w prawdziwym teatrze, z prawdziwym sprzętem,
wspaniałymi dekoracjami i strojami. Tym razem nie było o pszczołach, bo
sponsorzy byli mieszani, ale motyw był podobny, bo Armenia ma tak duży problem
z emigracją, że wszyscy starają się na to zwrócić uwagę.
środa, 14 listopada 2012
Park Zakochanych :)
wtorek, 13 listopada 2012
Yerevanyan Lich - Jezioro Erywańskie
Jako dziecko mazur bardzo lubię wodę w każdej postaci,
zwłaszcza w postaci jeziora. Dlatego też, gdy po raz pierwszy zobaczyłam
Jezioro Erywańskie z okna marszrutki wiedziałam, że kiedyś się tam wybiorę.
Byłam nim całkiem podekscytowana i pytałam się nawet kilku znajomych, czy tam
byli, zawsze jednak dostawałam zaprzeczające odpowiedzi. Przewodniki też nie
nakarmiły mnie żadnymi informacjami na ten temat. Zaczęłam więc podejrzewać, że
jezioro może być własnością prywatną, bo ładnie widać stamtąd Ararat, a to
mogło sprawić, że ktoś zapragnął je mieć na własność. Pamięć jednak mi
podpowiadała, że nie było tam żadnego ogrodzenia, co oznaczało, że zawsze mogę
spróbować się tam dostać, a potem najwyżej udawać niezorientowaną turystkę z
zachodu.
poniedziałek, 12 listopada 2012
Hanrapetutyan Hraparak – Plac Republiki
Przejrzałam ostatnio swojego bloga od ‘deski do deski’ i
doszłam do wniosku, że wprowadziłam tu trochę chaosu. Czasami w notkach, pojawiają
się miejsca, czy nazwy dla mnie już dobrze znane, ale wam niekoniecznie.
Dlatego też dzisiaj robię pierwszy krok w stronę względnego porządku i
przedstawiam wam jeden z głównych punktów w Erywaniu – Plac Republiki, który
został wspomniany już w tej notce.
niedziela, 11 listopada 2012
Nie znasz dnia i godziny...
Kiedy w Erywaniu zaskoczy Cię polski akcent! Ten o to widoczny na zdjęciu zaskoczył mnie podwójnie! Wracałam do domu z Placu Republiki jak zwykle zamyślona. Oglądanie popisu śpiewających fontann sprowokowało mnie do refleksji- zaczęłam się zastanawiać, jak długo wytrzymałabym w mieście, w którym nie ma rzeki, jeziora, czy morza. Ja bardzo lubię wodę... Zaczęłam sobie przypominać Gdynię, w której spędziłam 3 lata, Gdańsk i Sopot... Szłam tak i szłam, dopóki nie mignęło mi na budynku z boku logo Sopotu. "Eee tam! Zwidy!" - pomyślałam, ale odruchowo się cofnęłam i zdałam sobie sprawę, że żadne zwidy nie miały miejsca. Na budynku wisiał wielki plakat reklamujący wystawę polskiego artysty! ;)
Ale mi się dusza uśmiechnęła! ;) Nie zdążyłam jednak się wybrać na tą wystawę. W tygodniu pracowałam, a w następny weekend już jej nie było. :( Od tamtej pory częściej wybieram tą trasę, żeby wiedzieć o wszelkich nowinkach i móc pójść je podziwiać.
Ale mi się dusza uśmiechnęła! ;) Nie zdążyłam jednak się wybrać na tą wystawę. W tygodniu pracowałam, a w następny weekend już jej nie było. :( Od tamtej pory częściej wybieram tą trasę, żeby wiedzieć o wszelkich nowinkach i móc pójść je podziwiać.
sobota, 10 listopada 2012
W Nowym Jorku Zakaukazia.
Nie ma bata! Na pewno nikt z Was nie będzie miał problemu z
rozpoznaniem tego „motywu filmowego”, który teraz opiszę. „ Pani w średnim
wieku/ młody mężczyzna/ nastolatka tuż po śniadaniu w pośpiechu zarzuca na
siebie płaszcz/kurtkę/żakiet i zbiega po schodach. Trzaska drzwiami na klatce
schodowej i czym prędzej gna do skraju chodnika zwanego krawężnikiem, by tam
zatrzymać się, machnąć ręką i po chwili usadowić się wygodnie w taksówce.” I
co? Oczywiście miałam rację – każdy z Was go kojarzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)